piątek, 11 stycznia 2013

Kolejny tydzień spadł z karku. Ciekawe ile ich jeszcze zostało ? Chociaż tak na prawdę nie chcę tego wiedzieć. Niech będzie to przyjemną niespodzianką. Na razie niespodzianki są przyjemne, więc zakładam że ta też taka będzie. 
A synkowie moi rozwijają swe kariery muzyczne. Piotrek po pierwszym koncercie w nowym składzie o nazwie Inhale (mają konto na fb pod tą nazwą). Inhale to dwie gitary (jedna z nich to Piotrek), bas, perkusja i dwie wokalistki. Oczywiście że byłem na tym koncercie. Czułem się trochę dziwnie bo byłem tak ze trzy razy starszy od innych widzów, których przyznać trzeba było na prawdę sporo w małym klubie. Zespół zagrał 40-minutowy set (po trzech innych kapelach), złożony z coverów. Zagrali na prawdę nieźle a zespół miał tylko trzy próby przed tym koncertem !! Mam nadzieję że pograją jeszcze trochę ze sobą, bo zapowiada się na prawdę obiecująco.
A Łukasz z kapelą Viadro, przygotowują się do nagrania płyty demo. Poniżej link do jedynego, próbnego nagrania ze studia. Nagrania dokonano już jakiś czas temu.


A jak brzmią na żywo, pewnie słyszeliście i widzieliście na tym blogu. Ale czy nie mogę się znowu "pochwalić"?



Jutro, 12 stycznia, można ich zobaczyć i usłyszeć na koncercie "Before WOŚP Tawerna Trzy Korony". Jedno wiem, będzie głośno !!!
Za tydzień, 19 stycznia, znowu koncert i znowu w Tawernie Trzy Korony. Tym razem będą to zespoły punkowe i hardcorowe. I znowu jedno wiem. Znowu będzie głośno !!!
Myszy nadal milczą. Może to ta nowa trutka, rozłożona przed świętami, spowodowała że jeszcze balują ?? A może ktoś z Was wie, kiedy myszy maja Nowy Rok ?? Możliwe jest też, że milczą, bo wstydzą się że nie zostawiły mi jednak żadnej kartki?
*****
Ta płyta miała być na końcu raportów z muzycznych przesłuchań, ale jest dla mnie zbyt ważna, by umieszczać ją na końcu. Mother Love Bone, jedna z pierwszych grup grunge'owych z Seattle. Co pisze o niej Wikipedia ?

"Mother Love Bone – amerykański zespół grunge'owy z Seattle aktywny od 1988 do 1990.
Grupa zapisała się w dziejach muzyki głównie dzięki osobowości i kompozycjom lidera, Andrew Wooda. Przed wydaniem pierwszej płyty - Apple, Wood zmarł z powodu przedawkowania heroiny.
Po jego śmierci Chris Cornell napisał kilka piosenek na cześć zmarłego kolegi. Z tego wyniknął projekt Temple of the Dog, który skupiał 2 członków Soundgarden (Chris Cornell, Matt Cameron), Eddiego Veddera i byłych członków Mother Love Bone. Wydali w 1990 płytę o tym samym tytule z 10 piosenkami upamiętniającymi śmierć przyjaciela. Gitarzysta formacji Alice in Chains Jerry Cantrell, napisał w 1990 roku piosenkę "Would?" na cześć zmarłego muzyka, który był bliskim przyjacielem gitarzysty. Piosenka trafiła na album Dirt w 1992 roku."

Szkoda takich "głupich" śmierci. Parę utworów Mother Love Bone wprost wgniata mnie w to na czym akurat siedzę ;o)) A hołd złożony na płycie "Temple Of The Dog" to też kawał rewelacyjnej muzyki. Czy warto się tak intensywnie spalać a nawet umierać, by tworzyć, nawet tak dobrą muzykę? Głupio mi to przyznać, ale z pozycji słuchacza ...... warto. Ja słucham zawsze z ciarkami na plecach. Mother Love Bone z kompilacji EP-ki "Shine" i płyty "Apple", wydanej pod tytułem "Mother Love Bone" w 1992 roku:
"Dreams like this must die" ? May be not ......... allways ..... fu*k !!!
Ale przecież wydano jeszcze płytę w hołdzie Andrew Wood'owi. Parę numerów na niej to nagrania które też przetrwają w mej głowie aż do ............ końca MEGO wszechświata. Płyta "Temple Of The Dog" z 1991 roku. 
Nie macie odjazdu przy słuchaniu tego numeru ? Szkoda ..... ja mam ;o))
Przywitajcie się też z NIEBEM ... i znajdźcie mnie tam .. kiedyś, śpiewającego z Andrzejem ;o))
Jak ja lubię takie brzmienia ...... !!!!!! .... TAKIE :
Gdybym mógł choć raz tak zaśpiewać ........
Na koniec tego "odcinka"  jeszcze coś z Seattle ..... kochany głos, zapomniany ?? JA pamiętam ;o)) Piosenka zimowa .... i jest w niej Jezus ....
*****
Raporty z muzycznych przesłuchań.
Dzisiaj, jak zwykle, pełno linków do słuchanej przeze mnie muzyki. Jeśli Wam się jeszcze nie znudziło, posłuchajcie. Jeżeli znudziło się .... nie piszcie o tym, bo to i tak nic nie zmieni. Ja będę słuchał dalej. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że muzyki słucham prawie zawsze sam ..... ale dzielę się nią z WAMI.
Na dobry początek coś z historii polskiego jazzu. Płyta najlepszego chyba polskiego gitarzysty jazzowego Jarka Śmietany, o tytule "A Story Of Polish Jazz" z 2004 roku. Jarosław Śmietana na prawdę zaskoczył mnie tą płytą, a w zasadzie pierwszym utworem na niej. Tytułowa Historia polskiego jazzu, powinna być puszczana młodzieży w celach naukowych, bo podać tyle informacji w tak atrakcyjnej i nowoczesnej formie, to duża sztuka. Ja mogę tego numeru słuchać i słuchać i poznawać historię .....
Ale są też na płycie standardy, bynajmniej nie jazzowe:
Oj trochę prywaty w słuchaniu nie zaszkodzi. Dziwnym trafem wolę słuchać muzyki którą lubię, niż tej której nie lubię. Że Paula Rodgersa słuchać lubię, to już wiecie. Do odtwarzacza trfiły więc dwie następne płyty, wydane w jednym zestawie. Paul Rodgers "Now" z 1997 roku wydana razem z "Paul Rodgers .... Live - The Loreley Tapes ......". O ile te "nowe" nagrania lubię ze względu na głos Paula, to stare , z czasów FREE, mogę jeść ..... uszami ;o)) .... a jest ich kilka na Live .. Porównajcie z reszta sami:
Drugi w dyskografii Roxy Music album, wydany w 1973 roku, nosił tytuł "For Your Pleasure" i .... nie był taki słodki jak "Avalon". Ta płyta ma jeszcze tę wartość, że grał na niej Brian Eno, postać też nie do przecenienia na rockowej scenie.
Piąta płyta Roxy Music, "Siren" z 1975 roku, to przede wszystkim przebój "Love is the Drug". Kolejna dobra płyta w dyskografii tego zespołu.
Roxy Music -  Love is the Drug
Roxy Music - Both Ends Burning
Po tych glam rockowych dźwiękach, przyszła ochota na coś ambitniejszego i duchowego ;o)) Zaspokoiły to dwie płyty nieżyjącego już, pakistańskiego śpiewaka stylu qawwali, Nusrat Fateh Ali Khan-a. Popularyzował ten rodzaj muzyki na całym świecie.Współpracował m.in. z  Peterem Gabrielem, Michaelem Brookiem. Pozostawił po sobie nagrania, które mnie fascynują techniką śpiewu i "transowością" muzyki. Nusrat Fateh Ali Khan z płyty "Qawwal and Party "Shahen-Shah"". Płyta nagrana w 1988 roku:
Nusrat Fateh Ali Khan - Shamas-ud-doha, Badar-ud-doja!
I z płyty "Nusrat Forever" z 1999 roku:
Nusrat Fateh Ali Khan - Arsh-e-Azam Ka Dulha Bardi Cheez Hai
Jeszcze trochę Rock'n'Rollowej i rockowej rąbanki ;o)) Już o nich pisałem, ale okazuje się że nagrywali niemal do dziś. Ostatnia płyta jest z 2007 roku. To Rose Tattoo, australijscy specjaliści od ostrej rąbanki. Przez zespół przewinęły się całe stada muzyków (pięciu z nich nie żyje). A słuchana płyta pochodzi z 2002 roku i nosi tytuł "Pain". Ma te same zalety i wady jak inne ich płyty i mnie nie porywa, ale od czasu do czasu ??
Rose Tatoo - Hard Rockin' Man
Rose Tattoo - One More Drink With The Boys
Ten polski zespół wyprzedził czasy i w momencie zaistnienia nie zrobił kariery, ale stał się legendą, metalową legendą. Tę muzykę można określić jako metal. Ale pod metalową "skórką" można znaleźć wiele więcej. Ciekawe co by było gdyby płyty ukazały się kilka-naście lat później. Dla metalowców płyty były zbyt skomplikowane, dla innych zbyt metalowe. A ja je wprost uwielbiam i choć nie słucham często i tylko w samochodzie (bo muszą lecieć przy gałkach odkręconych w prawo), to zawsze gdy się skończą pozostaje uczucie niedosytu i ...... play again ;o)) Nie napisałem jaki to zespół .... to polski KOBONG, który wydał tylko dwie płyty "Kobong" w 1995 i "Chmury nie było" w 1997.
"Kobong" 1995
Kobong - Dzwony
Kobong - Taka Tuka
Kobong - Zbrodnie
"Chmury nie było" 1997. Jeszcze bardziej zakręcona muza .... chwilami nawet akustyczna:
Kobong - Przeciwko
Kobong - Miara
Kobong - The Cloud Is Gone

7 komentarzy:

  1. Trutka?! To Ty się wstydź, zbrodniarzu!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiegoś kota chyba poszczułeś na te biedne myszy...

    Wreszcie coś do słuchania :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj
    Nikt nie wie dokładnie, ile nam zostało...a tak w ogóle, to po co Ci to wiedzieć?
    Sukcesy dzieci, to nasze radości i dobrze, wszak dla nich żyjemy :)
    Pozdrawiam serdecznie na dobry tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gracie dla Wielkiej Orkiestry w tym roku?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myszy, wg moich wyliczeń, nowy rok świętują 10 razy dziennie!!! Ważą (myszy domowe) ok. 25 g. To jest około 2800 razy mniej niż człowiek (przyjąłem 70 kg). I wychodzi mi taki dziwny przelicznik.
    A Viadro rzeczywiście głośne :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. ...to się działo...myszy mają nowy rok wtedy,jak im się uda trutki ominąć....

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że myszy się po prostu wyprowadziły, bo nie lubią zapachu trutek....

    OdpowiedzUsuń